28
marca

na marginesie rutynowej wizyty u krwiopijców

   Posted by: szelma   in Aktualne quasi

Z okazji zbliżającej się wizyty w urzędzie skarbowym i rutynowego przeglądu urzędowych kwitów, znalazłem druczek o nazwie nip-trzy. Usiądźcie dzieci, oto bowiem historia tego świstka papieru.

Rok temu państwo polskie kazało mi wymienić zieloną książeczkę, nazywaną dowodem osobistym, na laminowaną kartkę, nazywaną dowodem osobistym również. Przy okazji owej wymiany kazało mi moje państwo polskie postać trochę w kolejce i zapłacić wpisowe w wysokości złotych trzydzieści. Pal sześć trzydzieści złotych. Po odczekaniu kilku miesięcy odebrałem nowy dowód w gratisie otrzymując wspomniany druczek nip-trzy, który nakazano mi zgodnie z literą języka polskiego wypełnić i złożyć w urzędzie skarbowym. Druczek ów miał poinformować miłościwie panujący urząd skarbowy o fakcie, że nie mam już dowodu w postaci zielonej książeczki z przypisanym numerem, lecz mam laminowaną karteczkę z przypisanym numerem innym.

Czy ktoś z szanownych dostrzega absurd owej sytuacji? Są dwa urzędy jednego państwa, które nie potrafią znaleźć lepszego sposobu na wymianę informacji pomiędzy sobą, niż użycie do tego celu obywateli, którym (przypominam, bo łatwo zapomnieć) mają służyć. Pomijając* już zupełnie to, że nie wiem po cholerę urzędowi skarbowemu informacja o numerze mego dowodu, jest przecież mnóstwo sposobów aby informować się nawzajem, nie marnując przy tym cennego czasu niewinnych ludzi. Za tysiące drepczących bezsensownie między urzędami ludzi, można by przecież postawić jednego urzędniczynę, który przetransportowałby kilka kartek papieru** z tą jakże palącą informacją. Jakaż to by była oszczędność czasu i energii - może PKB by nawet wzrosło!

Lecz po co ma być lepiej, skoro może być absurdalniej. I tak, niczym świstaki zawijające w te sreberka, Polacy chodzili sobie między jednym urzędem a drugim, informując je nawzajem o sprawach, które samych chodzących zupełnie nie interesują, nie są im potrzebne i tak szczerze mówiąc, nawet ich nie dotyczą.

*Pominięcie to ma na celu uniknięcie nieuniknionego, czyli pytania: po cholerę mi w ogóle urząd skarbowy?

** W podobnym przypadku, gdyby jeden z informujących się nawzajem urzędów nazywał się ZUS, proponuję przenoszenie dyskietek zamiast kartek papieru.

Tags: , ,

This entry was posted on sobota, marzec 28th, 2009 at 08:42 and is filed under Aktualne quasi. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a reply

Name (*)
Mail (will not be published) (*)
URI
Comment