panie prezydencie
w samo południe dnia dzisiejszego otrzymałem przesyłkę pocztową z wojskowej komendy uzupełnień informującą mnie o bezwzględnej konieczności osobistego stawienia się w dniu dzisiejszym, w godzinach od 8 do 15, w siedzibie wojskowej komendy uzupełnień (mieszczącej się w dawnej siedzibie lokalnego ludowego wojska polskiego) w celu powszechnego obowiązku obrony (napis umieszczony pieczątką) rp (dopisek pismem odręcznym). zdębiałem.
zdębienie zajęło mi około dziesięciu minut, śniadanie drugie dziesięć minut, ceremonia palenia papierosa kolejne dziesięć. przesyłkę dostałem w południe, czyli było dokładnie trzydzieści minut po godzinie dwunastej. stawić się miałem do piętnastej, ergo zostały mi dwie i pół godziny na ucieczkę. może nawet trochę mniej, gdyż przeczytałem jeszcze zawarte na odwrocie wezwania pouczenie o moich obowiązkach, co zajęło mi około dwóch minut i informację o moich uprawnieniach, co zajęło mi dziesięć sekund. po błyskawicznym przeliczeniu kilometrów dzielących mnie od najbliższej granicy państwowej i sztormowym dojściu do wniosku, że nie potrafię biec z prędkością 200 km/h, postanowiłem poświęcić pozostały mi czas na stopniowe porzucanie ogarniającej mnie paranoi.
tu nawet nie chodzi o roztrząsanie bardzo prozaicznego aspektu mojej niechęci, który streszcza się w zdaniu “mam to w dupie i mi się nie chce”. nie chodzi tu też o jakieś pacyfistyczno-anarchistyczne dyrdymały, w które wierzyłem trochę w młodości, a na starość wierzę jeszcze mocniej. tu chodzi o zwykłą przyzwoitość. wielkość wewnętrznych zasobów bezczelności, które niezbędne są do tego, by kazać człowiekowi rzucać wszystko i wyrywać go z życia na dziewięć miesięcy, przerasta moje wyobrażenia o granicach dobrego smaku. więc jak mam się zachować człowiek kulturalny, za którego w porywach dobrego nastroju się uważam, gdy stanie w obliczu absurdalnego chamstwa, jest kompletnie bezbronny. a jeżeli owo chamstwo jest do tego bezosobowe, jeżeli rozmywa się na tysiące płaskich umysłów, skala bezbronności, której podporządkować się musi człowiek kulturalny, wzrasta kilkukrotnie. bo do kogo mam się zwrócić ze swym uzasadnionym żalem? do pizdeczek z biura wku, które stawiają pieczątki na blankietach wezwań i dopisują rp pismem odręcznym? do bandy matołów, która popiera powszechny obowiązek obrony? wybrałem pana, panie prezydencie, gdyż to pan jest pierwszym mężem dopisku rp pismem odręcznym, gdyż to pan jest ucieleśnieniem bezosobowego chamstwa, z którym muszę się stykać. to pan jest głową państwa i głową służb zbrojnych, a co dwie głowy to nie jedna, proszę więc wybaczyć, lecz to pan będzie osobą, której zadam gnębiące mnie pytanie:
panie prezydencie, czyż pan ochujał?
Leave a reply