Pozbawiony lekkiego pióra zatracam się w ciągłym poszukiwaniu formy. Wycinam skwaszone fragmenty, poprawiam składnię, co chwila przystaję nad zwiłościami gramatycznymi. I tylko od czasu do czasu zastanawiam się, jak w tym całym mętliku mam odnaleźć klucz do swoich myśli. Dziś przeglądałem swoje starsze (zwykle niepokończone & niedopracowane - spółka z ograniczoną odpowiedzialnością) opowiadania i stąd mi się taki nastrój włączył. Powinienem teraz poświęcić x czasu na to, aby te wszystkie historie podszlifować. Poświęcę go, ale jeszcze nie dzisiaj.
Z drugiej strony zaczynam obserwować pierwsze zalety wynikające z prowadzenia quasi-bloga. Wreszcie ruszyłem do przodu z moim pisaniem. Wreszcie chce mi się coś robić, choćby nawet w formie szczątkowej i tradycyjnie niedopracowanej. Blog to dobry poligon doświadczalny dla nowych pomysłów. Niech nie tkwią więcej tylko w mojej głowie (z której wypadają zwykle bardzo szybko), niech realizują się pod postacią notek. Potem może coś się z nimi zrobi.
Albo i nie.
Leave a reply