jak przypalić patelnię?
[tekst publikowany pierwotnie na łamach niezapomnianego i niepowtarzalnej zina TAC numero sex. w ramach bezpodstawnej euforii zamieszczam go tu bez żadnych poprawek i bez znieczulenia. nawet żenujących, z każdym dniem coraz mocniej, żartów nie usuwam. bo i po co. zapraszam na tekst właściwy do środka…]
co inteligentniejsi już się zapewne domyślili, że tytuł nie będzie miał nic wspólnego z resztą artykułu, bo o czym miałbym niby pisać? o robieniu jajecznicy? nie, kurde, to nie tak. dziś napiszę wam co zrobić, żeby jak najmniejszym kosztem zostać gwiazdą muzyki, czyli postacią znaną i podziwianą w telewizji oraz na spotkaniach kółka gospodyń wiejskich. otóż należy zgłosić się do kolejnej edycji idola, polizać fiuta jacka cygana i wygrać. koniec tekstu. next plz. [edito: za krótki ciołku!] ee? ok, no to może powiecie mi co zrobić żeby sobie pomuzykować, ale nie robić z siebie przy tym idioty na cały kraj? no jak to co, należy założyć swój własny zespół!
ludzie nie mający zielonego pojęcia o muzyce, a do tego grona się zapewne drogi czytelniku zaliczasz, mają raczej zawężony krąg dostępnych sobie stylów. ogólnie sprowadza on się do dwóch: pierwszego i drugiego, z czego pierwszy nie jest właściwie stylem, lecz zwykłą kałą. drugi dla odmiany stylem to może i jest, ale za to ciężko go nazwać muzyką. jak nie urok to sraczka, że też się posłużę popularnym hasłem pana miodka. no tak, ale w tym momencie trzeba sobie zadać pytanie gdzie się podziały moje maniery? przecież tyle już gadam, a jeszcze nie przedstawiłem bohaterów mojej opowiastki, czyli stylów muzycznych pierwszego i drugiego, z których pierwszy nie jest stylem, natomiast drugi nie jest muzyczny. tak więc kandydat numer jeden zwie się discopolo, syn italiana, młody, zgrabny i powabny, którego jednak odrzucamy na wstępie, żeby nie robić z siebie korków. kandydatem numer dwa, który wprawdzie tak młody i powabny nie jest, ale z braku laku i owca babą. wracając do rzeczy, kandydatem numer dwa jest punk rock. cóż można powiedzieć o tym stylu? w zasadzie niewiele, może poza tym, że można go wykonywać na dwa różne sposoby: albo się umie grać albo też nie. my z przyczyn obiektywnych i całkowicie oczywistych hołdujemy tej drugiej szkole, tak więc będziemy grali zupełnie nie mając o tym pojęcia. postępując wbrew zdrowemu rozsądkowi zostaniemy punolskimi rebelami, przez co pozostawimy całemu otoczeniu jedynie modlitwy wznoszone do okolicznego bóstwa, aby zabrał nam chęci, skoro nie był łaskaw dać wcześniej możliwości. no tak, przedłuża się ten wstęp za bardzo trochę, dlatego też skoro pierwsze ustalenia już za nami czas przejść do przeglądu potrzebnych instrumentów wraz ze wskazówkami dotyczącymi ich wykorzystania w celu twórczego działania. nawet się człowiek nie pokuma jak mu pęknie guma.. hmm.. nie to przysłowie… searching.. o jest! nawet się człowiek nie zorientuje jak mu się rymuje.
gitara. jest to urządzenie służące do wydawania dźwięków podobnych do piły elektrycznej, tudzież przyrządu służącego do borowania w zębach. każdy idiota chyba kiedyś widział gitarę, dlatego też nie będę się rozpisywał nad tym, że składa się ona z dwóch końców: jednego szerszego i drugiego węższego. koniec węższy trzymamy lewym łapskiem, natomiast drugim członkiem tego samego gatunku uderzamy w część szerszą. większość gitar ma sześć strun, spośród których pankowy gitarzysta wykorzystuje co najwyżej trzy [te grubsze]. prawdziwy pancur nie zmienia układu palców podczas gry, no chyba że chce się podrapać pod pachą. w każdym razie układ jest taki, że palec wskazujący trzymamy zawsze na strunie najgrubszej, natomiast na dwóch strunach znajdujących się niżej kładziemy dwa palce.. no właśnie, jakie to mają być palce zależy od tego jak bardzo chcemy być radykalni. drugi stopień radykalności polega na tym, że korzystamy z palucha obrączkowego i fucka, natomiast pierwszy na tym, że układamy palec najmniejszy oraz obrączkowy. przy pierwszym stopniu pozostaje nam więc wolny palec środkowy, którym możemy pokazywać fuckoff’y publice. zresztą której opcji byśmy nie wybrali palce musimy trzymać w specyficznym układzie, zwanym pospolicie kramerką. tfu, kwintą chciałem powiedzieć. otóż polega on na tym, że palec wskazujący znajduje się dwa progi bliżej końca gitary od pozostałych dwóch. prawdziwy pankowiec nigdy nie zmienia tego układu i jego gra polega po prostu na przesuwaniu paluchów wzdłuż kija gitarowego, zwanego pospolicie fenixem czy innym gryfem. aha, byłbym zapomniał. drugą ręką napierdalamy w struny tak aby wydawały one dzwięki. sposób w jaki chcemy tego dokonać jest już naszą prywatną sprawą [miejsce na inwencję]. ogólnie każdy gitarzysta, aby mógł nazwać siebie gitarzystą punkowym, powinien nie mieć obiekcji przed podpisaniem się pod poniższym zdaniem: ‘tu są takie śrubeczki, jak się je pokręci to wtedy struna się naciąga i inaczej brzmi. tak się stroi gitarę. i to jest właśnie rzecz której nie umiem robić’.
bas. bas wygląda bardzo podobnie do gitary, tyle tylko że jest nieco dłuższy i ma zaledwie cztery struny. przy czym do grania punka potrzebna jest jedna, nogóra dwie, jak ktoś ma przerost ambicji [albo kompleksy na pewnym punkcie, a nie stać go na wystarczająco duży samochód]. bas wydaje sobie jakieś dźwięki, ale to i tak bez różnicy, bcoz ucho prawdziwego pankowca i nie jest w stanie wyłowić ich z gąszczu plumkania gitary i garów. dlatego też występuje duża swoboda jeśli chodzi o sposób gry - można uderzać jak się chce. główna rola bosmana nie polega jednak na graniu, tylko na uprawianiu public relations z publicznością podczas koncertów. tak więc dobry basista powinien dużo rzucać butelkami, bluzać do mikrofonu, od czasu do czasu może się porzygać lub odlać na wzmacniacz. stanowi on również zwykle główną siłę ognia zespołu w razie problemów. gdy na przykład publiczność próbuje wtargnąć na scenę żeby zajebać chłopaków na dobre, to on staje w pierwszej linii i napierdala wiosłem ile wlezie [nie ma się co martwić o to, że popsuje instrument - przecież mówiłem, że i tak go nie słychać]. poza sytuacjami o wyższym poziome dramaturgii basmen nie przydaje się specjalnie w zespole i w trakcie próby można go spokojnie wysłać po zakup codziennej porcji napojów wyskokowych.
gary. gary to mogą być albo pudła po butach, albo też profesjonalny sprzęd z polmuzu. służą one głównie do robienia hałasu, a czasem nawet wybijają rytm. do grania punka korzysta się zwykle ze stopy, werbla i talerza. jeśli mamy w zestawie coś oprócz tej wielkiej trójcy to możemy nawet od czasu do czasu robić przejścia, o których za chwilę. ogólnie sposób jest taki, że uderzamy kolejno w: werbel, stopę, talerz, stopę i tak w kółko. ostatecznie możecie próbować też swoich układów, ale to już wyższa szkoła jazdy. napierdalamy w miarę równo i dosyć szybko. jeśli nam się nudzi to możemy zrobić jakieś przejście, polegające na chaotycznym napierdalaniu przez kilka sekund we wszystko co mamy i powrocie do sytuacji wcześniejszej, czyli werbel, stopa, talerz, stopa. przejścia służą zwykle do tego, aby bębniarz nie zasnął na miejscu pracy, trudu i znoju bo wtedy się wszystko rypsnie. ogólnie perkusista ma zwykle chujową pozycję w zespole, ponieważ w ogóle go nie widać na koncertach i przez to ciężko mu się wyrywa dupy [ale za to łatwiej mu zachować swoje własne wypasione dupsko w razie kłopotów]. wiele osób uważa, że rola garmana w zespole jest podobna do roli kobiety w rodzinie, czyli streszcza się w jednym zdaniu: ‘morda w kubeł i do garów’.
krzykacz. krzykacz po prostu krzyczy do mikrofonu i musi uważać żeby go nie pierdolnął prąd, co się nader często zdarza przy chujowej jakości sprzętu na jakim się zwykle gra i częstym opluwaniu swego mikrofonu [dlatego też zaleca się aby krzykaczy ze ślinotokiem przerzucać do sekcji basowej - tam będzie to stanowiło atut pomocny przy opluwaniu publiki, natomiast dla wokalisty może stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo]. jeśli chodzi o tonację wokalu, to od razu zapomnij to słowo, gdyż prawdziwy pankowiec nie ma go w swoim słowniku. od krzykacza wymaga się tylko tyle, żeby był głośny i mógł przekrzyczeć instrumenty, co wcale nie jest takie proste, gdyż zwykle wokal jest chujowo nagłośniony.
jeżeli mamy już zespół czas zrobić jakieś kawałki, które w krótkim czasie mają stać się przebojami. najlepiej zacząć od napisania tekstu. textów wyróżnia się dwa rodzaje: życiowe i po angielsku. ja proponuję wybrać pierwszą opcję gdyż łatwiej trafić z przekazem do niewykształconej młodzieży, która stanowi około 99 koma 9 procent ogółu motłochu. o czym napisać tekst? pankowcy zwykle piszą teksty o: piciu win, nietolerancji, wojnie, nazistach, policji, piciu piwa, piciu wódki, wegetarianiźmie, wąchaniu kleju, konflikcie pokoleń, systemie, rządzie, wojsku, makdonaldzie, stonce ziemiaczanej, gradobiciu i syfilisie. jeśli chcecie być naprawdę fajni to musicie mieć na płycie teksty o wszystkich wyżej wymienionych rzeczach. podstawową cechą tekstów powinno być to, że się rymują, bo inaczej jest dupnie. dlatego też powinno się śpiewać na przykład tak: ‘arizona, arizona to moja wymarzona żona. arizony wypij łyk, a szczęśliwszy będziesz w mig’, ewentualnie: ‘dzisiaj są imieniny pani zosi i każdy kwiaty ze sobą przynosi, jest już pan józek ze swoim kolegą, mają dwie flaszki i jeszcze coś do tego’, ale nigdy tak: ‘widziałam orłaaaa cień, skrzydłami wzbił się ponad nas, światłoooo, nosisz je w sobie, nie zgasnie choćbyś chciaaaał, aśka miała fajny biust, a agnieszka zdradzała mnie, już dawno tutaj nie mieszka, bong digi dong digi bong dong dong’. różnicę w klasie powyższych tekstów widać chyba na pierwszy rzut oszczepem.
gdy mamy już tekst trzeba wymyślić muzę.nie jest to specjalnie trudne zadanie, jeśli się wie, że utwory mogą być albo refleksyjno-odjechane, albo też natury wesoło-przebojowej. podstawowa zasada muzykowania polega na niby-spontanicznym przeplataniu piosenek pierwszego i drugiego nurtu. w panku muzykę układa się jedynie na gitarę, ponieważ gary i tak zawsze grają tak samo [przy czym w wersji refleksyjno-odjechanej bębniarz może uderzać z deka wolniej], a basu jak już setki razy mówiłem nie powinno być w ogóle słychać. aha, wybitny znawca jacek cygan, powiedział kiedyś, że do każdego numeru trzeba odpowiednio ustawić barwę głosu krzykacza, którą to uwagę skwituje krótkim: buahahaha. przy układaniu kawałków bardzo przydatne są kropki na gitarze, które dzielą nam progi na wesołe [to te z kropkami] i refleksyjne [te bez kropek]. tyle teorii. teraz żeby wymyślić utwór należy podjąć decyzję jakiej natury ma on być, a potem wybrać odpowiednie progi z kropkami bądź bez. i to już wszystko co chciałem ci przekazać z wiedzy tajemnej, a właściwie to jeszcze nie wszystko ale już mi się nie chce pisać. myślę, że udało mi się wskazać odpowiednią drogę życiową choć kilku zagubionym duszyczkom. teraz ktoś mógłby zadać pytanie co będzie potem? na co ja mam już przygotowaną odpowiedź, że nie mówi się ‘potem’ tylko ‘z potem’. a z potem to stanie się to że sam nie wyparuje i trzeba by go zwilżyć wodą tudzież zlizać ozorem.
Leave a reply