Mam dziwny kaprys, aby napisać coś o sobie. Dużo chodzę. Lubię chodzić, bo wtedy najlepiej mi się myśli. Myśl siedząca, myśl głęboko w fotelu osadzona, tudzież myśl przejściowo na krześle osiadła - to mnie zupełnie nie bawi. Ja lubię myśl poruszającą się, myśl chodzącą, by nie powiedzieć, że nawet z lekka przechodzoną. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że chodzenie moje wywołuje dziwne reakcje otoczenia. Co tu dużo gadać, ja po prostu nie potrafię chodzić w taki sposób, aby ludzie nie zwracali na mnie uwagi. Podobno robię to dziwnie. Na czym ta dziwność polega nie mam pojęcia, zmienić tego również nie jestem w stanie. Tak już po prostu jest.
- Ciebie to łatwo poznać po kroku - powiedział mi ktoś kiedyś.
- Że niby ty mnie poznajesz po kroku? - spytałem niezbyt przytomnie.
- Tak, poznaję - odpowiedział ktoś kiedyś.
- To nie patrz się w mój krok, zboczeńcu jeden - odpowiedziałem przytomniej.
Jeszcze parę lat temu często zdarzało mi się z tego powodu być zatrzymywanym. Na rutynową kontrol bywałem zatrzymywany, a organem, który tą kontrol chciał przeprowadzać, był zwykle lotny patrol osiedlowych bonzów, w strojach nieodmiennie odblaskowych.
- Jak się wozisz, brudasie? - tak mnie typowo zagajali, a czasem dla wzmocnienia efektu rzucali kamieniem.
Nic nie odpowiadałem, bo cóż odpowiadać mogłem, skoro ich przewaga liczebna była zwykle nie do podważenia. Czasem moje chodzenie tak bardzo im się nie podobało, że delikatną perswazją zmuszali mnie abym chodzić przestawał w trybie natychmiastowym - wtedy zaczynałem biec. Moje bieganie też chyba jest dosyć kontrowersyjne, ale to już temat na zupełnie inną historię.