Archive for the ‘Proza’ Category

6
marca

ulotka dołączona do opakowania

   Posted by: szelma

Zdarzyło się to pomiędzy spadkiem formy Małysza, a pogrzebem papieża. Ona była piękna, a ja byłem cyniczny; ona umiarkowanie, ja nieudolnie. Spotkałem ją na dyskotece albo w klubie jakimś, gdzie udałem się zapewne w celu upodlenia ostatecznego. Ona stała pod ścianą paląc papierosa, choć palenie papierosów wcale nie było już wtedy modne i markowała rozmowę ze swoim potencjalnym chłopakiem, mężem, narzeczonym, przyjacielem, kochankiem lub ojcem przyszłych dzieci. Miałem cholerną ochotę zapalić.

“Przed otwarciem opakowania foliowego delikatnie przesunąłem ją wewnątrz tak, aby rozrywając opakowanie nic nie uszkodzić. Nie używałem ostrych narzędzi. Ostrożnie się z nią obchodziłem. Wyjąłem z opakowania w ten sposób, aby uniknąć uszkodzenia paznokciem, biżuterią itp.” Read the rest of this entry »

6
marca

blichtr

   Posted by: szelma

Czwartek, 27 marca, godzina 22:58
Warknąłem na nią, po czym bez wyraźnego celu udałem się do toalety. Wlepiając ślepia w zabrudzone lustro myślałem o tym jak się zachowuję, do czego zmierzam i po jaką cholerę to wszystko jeszcze ciągnę. Wyszedłem z nieodwracalnym zamiarem wygarnięcia jej wszystkich swoich żalów i trosk, zrzucenia z siebie ciężaru myśli plugawych a brudnych, po czym swój nieodwracalny zamiar odwróciłem i wyszeptałem tylko delikatne: “Wal się na ryj”. Ania odpowiedziała mi lekkim pochrapywaniem, a właściwie to odpowiedziała ścianie, bo do niej była zwrócona swoją ładną twarzyczką. Oznaczać to mogło jedynie tyle, że już śpi i nie jest zainteresowana tym, co chcę jej powiedzieć. Automatycznie poczułem, że dziś do niczego już jej nie będę potrzebny, dlatego też zarzuciłem na siebie odzienie wierzchnie i wyszedłem z tego gniazda rozpusty suto zaprawianej nienawiścią; wyszedłem nie trzaskając nawet drzwiami, choć gnała mnie ku temu niezwykła ochota.

Tego dnia zaczęliśmy się kłócić chyba bardziej dla zasady, niż z jasno określonego powodu. Brak wystarczającej przestrzeni życiowej, naszego prywatnego lebensraum, doskwierał tak dotkliwie, iż byle pretekst mógł się stać przyczyną długotrwałych zatargów. Nie ważne, o co - ważne żeby bolało; nie ważne, po co - ważne żeby. Wyszedłem z domu bez celu. Oczywiście, że chciałbym powiedzieć: wyszedłem po to, aby zapomnieć, wyszedłem, aby przewietrzyć swój umysł zatęchły, wyszedłem, aby nabrać dystansu do siebie i życia swego, czy też wreszcie wyszedłem po kwiaty, które będę trzymał w rękach, klęcząc przed miłością mego życia i przepraszając za wszystko, co zrobiłem; za to, co powiedziałem, za to, co pomyślałem i za to, że jestem, jaki jestem: bezczelny, brutalny i cyniczny drań. Chciałbym tak powiedzieć, ale tego nie zrobię, bo byłoby to gigantyczne kłamstwo; wyszedłem z domu bez żadnego celu i nic tego nie zmieni. Read the rest of this entry »

6
marca

iskra koniugacyjna

   Posted by: szelma

Dokładnie nie pamiętam jaką nalewkę wtedy piliśmy, ale co to za różnica. Pogoda była ładna, a mnie jak zwykle drażniły problemy emocjonalne. Od czasu do czasu, dokonywały one płynnej metamorfozy w ogólno-egzystencjalne rozważania na tematy powszechnie znane. Wiadomo o co chodzi: cel istnienia, sens życia i ząb mnie boli. Historia, którą chcę opowiedzieć, zaczęła się od siedzenia: materialnego na krześle i duchowego na dnie. Choć zwrócony jestem zwykle ku sprawom tego drugiego, postanowiłem w ramach wyjątku i higienicznej odmiany, osnuć swą opowieść na problemach związanych ze światem zewnętrznym. Dlatego też nie będziesz, szanowny czytelniku, zamęczany głębią analizy przeżyć mych duchowych. Czas na relaks! Czas na banalną opowieść od krzesła się zaczynającą! Read the rest of this entry »

6
marca

figlarz

   Posted by: szelma

Tatko to był prawdziwy figlarz. Tak mówiła pani Bożenka z drugiego piętra, którą łączyły z nim specyficzne więzi natury fizjologiczno-emocjonalnej. Więzi te dawały o sobie znać pomiędzy godziną dziesiątą rano, o której tatuś zwykł wstawać, a piętnastą po południu, o której to z pracy zwykła wracać mamusia. Zapewne przez wzgląd na te marne pięć godzin w dzień powszedni i tyle samo w co drugą sobotę, opinia publiczna naszej klatki zgodnie określała mojego tatę za ‘moralnie podejrzanego’. Mi jednak, zdecydowanie bardziej przypadał do gustu ten ‘figlarz’. Read the rest of this entry »