Archive for the ‘Aktualne quasi’ Category

6
marca

różnica fundamentalna

   Posted by: szelma

Istnieją w świecie dwie rasy ludzkie, które nijak do siebie nie przystają. Z jednej strony są bezczasowcy, którzy czasu nie posiadają, z drugiej natomiast są nadczasowcy, którzy, co każdy debil odgadnie, mają czas w nadmiarze. Wyobraź więc sobie, że jesteś jakimś tam nadczasowcem, przykładowo studentem czy innym takim pasożytem. Wyobraź to sobie i wyobraź sobie też, że spotykasz jakiegoś bezczasowca. Spotykasz go i zaczyna się story…

Spotykasz jakiegoś bezczasowca i co masz mu powiedzieć? „Chodźmy na piwo”? To są dwa różne światy, nadczasowiec może pozwolić sobie na wszystko, choć nie ma pieniędzy, bezczasowiec nie może pozwolić sobie na nic, choć pieniądze ma. Bezczasowcy są mamieni dwutygodniowym urlopem, podczas którego leżeć sobie mogą na plażach Majorki, Egiptu czy innej Tunezji, będą też spędzać czas aktywnie skacząc na bungee i uprawiając windsurfing. Nadczasowcy nie mają urlopu, będą też mają go bez przerwy. Bzdurą jest posiadanie wolnego czasu, bo nie da się posiąść czegoś takiego jak czas. Wolny czas to czas który jest rzeczywiście wolny: czyli musi wlec się jak cholera. Nadczasowcy wolny czas mają, ale nie potrafią się nim cieszyć. Dni się dłużą, a w nocy wypoczęty organizm męczy się koniecznością niezasłużonego snu. Bezczasowcy wolnego czasu nie mają, bo ich czas, który określają mianem wolnego, zapierdala jak cholera. Każdą chwilę, którą mogliby nazwać wolną, w sensie własnego panowania nad jej spożytkowaniem, jest szybka. Pędzi jak wściekły mustang, bo wciąż odliczają oni czas, jaki pozostał im do powrotu pracy. „Jest siedemnasta piętnaście, zostało mi jeszcze niecałe sześć godzin do zaśnięcia, o cholera już siedemnasta trzydzieści, już tylko pięć i pół godziny do zaśnięcia, a potem trzeba rano wstać. Wstać by pracować. Pracować by mieć. Mieć by posiadać. Posiadać wszystko poza czasem”.

No i niech mi ktoś teraz powie do której rasy lepiej się zapisać.

6
marca

panie prezydencie

   Posted by: szelma

w samo południe dnia dzisiejszego otrzymałem przesyłkę pocztową z wojskowej komendy uzupełnień informującą mnie o bezwzględnej konieczności osobistego stawienia się w dniu dzisiejszym, w godzinach od 8 do 15, w siedzibie wojskowej komendy uzupełnień (mieszczącej się w dawnej siedzibie lokalnego ludowego wojska polskiego) w celu powszechnego obowiązku obrony (napis umieszczony pieczątką) rp (dopisek pismem odręcznym). zdębiałem.

zdębienie zajęło mi około dziesięciu minut, śniadanie drugie dziesięć minut, ceremonia palenia papierosa kolejne dziesięć. przesyłkę dostałem w południe, czyli było dokładnie trzydzieści minut po godzinie dwunastej. stawić się miałem do piętnastej, ergo zostały mi dwie i pół godziny na ucieczkę. może nawet trochę mniej, gdyż przeczytałem jeszcze zawarte na odwrocie wezwania pouczenie o moich obowiązkach, co zajęło mi około dwóch minut i informację o moich uprawnieniach, co zajęło mi dziesięć sekund. po błyskawicznym przeliczeniu kilometrów dzielących mnie od najbliższej granicy państwowej i sztormowym dojściu do wniosku, że nie potrafię biec z prędkością 200 km/h, postanowiłem poświęcić pozostały mi czas na stopniowe porzucanie ogarniającej mnie paranoi.

tu nawet nie chodzi o roztrząsanie bardzo prozaicznego aspektu mojej niechęci, który streszcza się w zdaniu “mam to w dupie i mi się nie chce”. nie chodzi tu też o jakieś pacyfistyczno-anarchistyczne dyrdymały, w które wierzyłem trochę w młodości, a na starość wierzę jeszcze mocniej. tu chodzi o zwykłą przyzwoitość. wielkość wewnętrznych zasobów bezczelności, które niezbędne są do tego, by kazać człowiekowi rzucać wszystko i wyrywać go z życia na dziewięć miesięcy, przerasta moje wyobrażenia o granicach dobrego smaku. więc jak mam się zachować człowiek kulturalny, za którego w porywach dobrego nastroju się uważam, gdy stanie w obliczu absurdalnego chamstwa, jest kompletnie bezbronny. a jeżeli owo chamstwo jest do tego bezosobowe, jeżeli rozmywa się na tysiące płaskich umysłów, skala bezbronności, której podporządkować się musi człowiek kulturalny, wzrasta kilkukrotnie. bo do kogo mam się zwrócić ze swym uzasadnionym żalem? do pizdeczek z biura wku, które stawiają pieczątki na blankietach wezwań i dopisują rp pismem odręcznym? do bandy matołów, która popiera powszechny obowiązek obrony? wybrałem pana, panie prezydencie, gdyż to pan jest pierwszym mężem dopisku rp pismem odręcznym, gdyż to pan jest ucieleśnieniem bezosobowego chamstwa, z którym muszę się stykać. to pan jest głową państwa i głową służb zbrojnych, a co dwie głowy to nie jedna, proszę więc wybaczyć, lecz to pan będzie osobą, której zadam gnębiące mnie pytanie:

panie prezydencie, czyż pan ochujał?