bibliotekowa makabra
Wczoraj odwiedziłem po latach dziekanki bibliotekę. Nie zrozumcie mnie źle - od czasu do czasu bywam w bibliotekach, ale w tej konkretnej nie byłem od lat, dwóch lat. Biblioteka Główna Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, bo o niej właśnie mowa, troszkę się zmieniła. W środku postawione zostały bramki niczym w sklepie obuwniczym, a przy bramkach posadzono Pana w starszym wieku noszącego na plecach, brzmiący dumnie i złowieszczo, napis OCHRONA. Pan z ochrony wytłumaczył mi, że nie mogę wejść na teren właściwej biblioteki nie zdjąwszy wcześniej odzienia wierzchniego pod postacią kurtki. Oznacza to, że nie mogę wejść do środka i oddać wypożyczonej książki ot tak - muszę najpierw odstać swoje w kolejce do szatni. Oczywiście projektanci tego całego rozwiązania nie pomyśleli, żeby ustawić bramki i miłego pana kilka metrów dalej - przy wejściu do czytelni (gdzie uprzednie zdejmowanie kurtki ma, a owszem, jakiś tam sens). Nie, o tym nie pomyśleli. Dzięki temu aby każde wejście “na moment” wydłuża się do momentów kilku. Brawa za pomysłowość po raz pierwszy.
Jak wiadomo, przy oddawaniu pracy magisterskiej (jak i przy wylocie ze studiów również), należy wcześniej pobiegać z tak zwaną obiegówką. Jeszcze kilka lat temu na obiegówce było wyszczególnionych kilka miejsc, które odwiedzało się jedynie w celu podpisania obiegówki. Teraz na szczęście obiegówka została mocno skrócona i zawiera tylko cztery, powiedzmy że w miarę sensownie dobrane, miejsca. Dwa z nich są nie istotne w mojej historii, a dwa pozostałe to wspominana wyżej Biblioteka Główna Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz biblioteka Wydziału Na Którym Się Studiuje. Ponieważ już odbębniłem rozmowę z panem z ochrony i zostawiłem kurtkę w szatni, postanowiłem że przy okazji załatwię kwestię obiegówki. Oto rozmowa z Panią Ważną Obsługującą i Koordynującą podpisywanie Dokumentów Obiegowych:
- Nie jestem w stanie tego podpisać, gdyż nie zamknął pan konta w swojej bibliotece wydziałowej, a nasz zintegrowany system nie pozwala na zamknięcie konta w bibliotece głównej nie zamknąwszy go najpierw w bibliotece wydziałowej.
- Ale w bibliotece wydziałowej mam puste konto, podejrzewam, że dzięki integracji systemu może pani to sprawdzić.
- A i owszem, widzę że ma pan puste konto w bibliotece wydziałowej. Niestety nasz zintegrowany system nie przewiduje tego typu sytuacji; musi pan iść do biblioteki wydziałowej, tam otrzyma pan podpis na obiegówce, a potem przyjść jeszcze raz do mnie i ja panu podpiszę również.
- Ale skoro system jest zintegrowany, to równie dobrze powinna istnieć możliwość zamknięcia konta tu i późniejszego zamknięcia tam. Przecież kolejność zamykania poszczególnych kont nie jest istotna, szczególnie że integracja systemu pozwala na bieżąco kontrolować stan konta tu i tam.
- Nie rozumiem pańskich wątpliwości, to przecież proste - system nie pozwala na zamknięcie tego, dopóki zamknięte nie będzie tamto.
- Na czym więc polega integracja tego systemu skoro nie mogę załatwić wszystkiego w jednym miejscu?
- Tak został skonstruowany system i jest on dużym ułatwieniem.
W obliczu niebywale przekonujących argumentów wyszedłem od pani, poszedłem do szatni, założyłem kurtkę, poszedłem na swój wydział, zdobyłem podpis, wróciłem do biblioteki głównej, zdjąłem kurtkę, oddałem do szatni, pan z napisem ochrona skinął głową na znak że wszystko odbywa się zgodnie z przepisami, poszedłem do pani, pani stwierdziła że system jej pozwala, pani podpisała, wyszedłem od pani, poszedłem do szatni, założyłem kurtkę, wyszedłem z biblioteki. Oczywiście nie było to żadnym większym problemem, ani jakąś totalną niedogodnością. Może jedynie zrobiło się trochę idiotycznie. Po raz drugi brawa za pomysłowość.
|
|
Tags: absurd, biblioteka, toruń, umk

Leave a reply